Gdy napięcie staje się nie do zniesienia
Współczesna cywilizacja nakłada na kobiety ogromną ilość zadań i zobowiązań. Żyjemy w ciągłym stresie i napięciu, a stąd prosta droga do niezdrowych zachowań, by sobie z nim poradzić.
Gdy dziewczyna ma lat dwadzieścia, dwadzieścia parę, wydaje się jej, że świat stoi przed nią otworem. Przeważnie ma w głowie ułożony plan działania. W zależności od preferencji, na pierwszym miejscu może być wyjście za mąż i założenie rodziny, ukończenie studiów i rozpoczęcie kariery, dobrze płatna praca i bezpieczeństwo materialne lub realizacja jakiejś idei, w którą wierzy. Jak to się dzieje, że po kilkunastu latach tak wiele z nas odczuwa rozczarowanie, frustrację?
We współczesnym świecie kreuje się model kobiety, która jest świetnym pracownikiem, doskonałą matką i żoną, oraz jest zadbana, wysportowana, ma swoje zainteresowania, rozwija się – a to wszystko przy 24 godzinach na dobę, niestety. Gdyby tak przeanalizować każde z tych zadań osobno, to żeby wykonać je perfekcyjnie – a przecież perfekcjonistkami jesteśmy, oj tak – należało by poświęcić się tylko jemu. Większość z nas próbuje łączyć życie rodzinne z satysfakcją zawodową. Jesteśmy zmęczone, niedospane, niezadowolone z siebie. Niektóre Panie decydują się na jedno lub drugie, a wówczas często mają poczucie deficytu i… niezadowolenia z siebie. Stąd tylko krok do popadnięcia w poważne tarapaty. Dokręcamy sobie śruby, nie pozwalamy sobie na słabość po to, by być lepszą, wydajniejszą, atrakcyjniejszą… Pojawia się napięcie, które coraz trudniej nam zredukować w zdrowy sposób.
Z powodu braku czasu rezygnujemy z tego, co wydaje nam się mniej palącą potrzebą – na przykład ze swojego hobby, z wakacji, ze sportu, który uprawiałyśmy regularnie, ze spotkań z przyjaciółkami. Bo nie ma na to czasu. Co nam pozostaje? Praca, obowiązki, poczucie, że ciągle ktoś czegoś od nas chce, że ciągle są jakieś zaległości, a nie daj Boże jeszcze wrażenie, że wychodzi nam to gorzej niż innym.

Ewa pochodzi z dobrej rodziny. Matka nigdy nie miała wielkich ambicji zawodowych, była za to w stu procentach do dyspozycji swoich dzieci i męża. Prawdziwa gospodyni domowa. Ewa wprawdzie skończyła studia i ma dobrze prosperującą firmę, jednak ciągle słyszy komentarze, że a to okna nie tak umyte, a to za mało czasu poświęca dzieciom. Bardzo rzadko słyszy je od swojej matki, a często sama je sobie powtarza, bo zdaje sobie sprawę, że jako pani domu nie sprawdza się tak dobrze, jakby można było. Po przyjściu z pracy rzuca więc pospiesznie torebkę, coś tam robi, chaotycznie, bo nie bardzo wiadomo, w co ręce włożyć – obiad, pranie, lekcje… i tak przychodzi wieczór, moment relaksu, gdy dzieci już w łóżkach. Sięga po lampkę wina, włącza dvd. Tak, prawdziwy relaks. Wzdycha ciężko: „Gosia to ma dobrze” – mieszka z mamą, więc wraca z pracy i ma wszystko zrobione. Dzieci oprane, nakarmione, żyć nie umierać.”
Tymczasem Gosia już w łóżku. Pracuje w tej samej firmie co Ewa, jednak woli kłaść się wcześniej niż wysłuchiwać narzekań i lamentów swojej matki, która tylko czeka aż dzieci pójdą spać, żeby wylać na córkę swoje żale. A to że wątroba, a to że ona taka stara, a nie może sobie odpocząć. Najbardziej Gosia nie lubi, gdy matka uderza w swoją żałosną nutę, mówiąc „Ja przecież nawet umrzeć spokojnie nie mogę, bo jak ty sobie beze mnie dziecko poradzisz?” Po kilku latach walki i ciągłych kłótni Gosia przestała już reagować. Przestała się nawet starać. Wie, że cokolwiek nie zrobi i tak będzie źle, niedokładnie, i tak matka ją poprawi. Najgorzej, jak krytykuje ją przy dzieciach. Jak mówi, że nawet chłopa nie potrafiła przy sobie utrzymać. To, że pił i bił odeszło jakoś w niepamięć, liczy się dla matki to, że dzieci nie mają ojca i że to niby jej, Gosi wina. Więc kładzie się spać praktycznie zaraz po dzieciach, tłumacząc się zmęczeniem po pracy. Tak, tylko tam, w biurze, czuje, że coś znaczy, choć panicznie boi się swojej szefowej Marty, która jest wymagająca i nie pozwala na najmniejszy błąd. No tak, ona może być świetnym pracownikiem – singielka: bez dzieci, bez rodziny, jak chce faceta, to pewnie ma ale bez zobowiązań. Gosia nie chce nawet myśleć o tym, czego w swoim życiu żałuje. Po prostu zasypia i aby do rana.
Marta kończy ostatni rozdział romansu. Wyciera oczy chusteczką i gasi światło. Czuje, że głowa zaraz jej pęknie. No tak, najpierw dziesięć godzin przed monitorem, teraz książka. Podnosi się. Kręgosłup też już powoli odmawia posłuszeństwa. Bierze tabletki i wchodzi do łazienki. Ciepła kąpiel przy świecach – tak, właśnie to jest jej potrzebne. Relaks… Wtedy wyobraża sobie, że do łazienki wchodzi on… nie, stop. Otwiera oczy. Bierze szybki prysznic. Już nieraz obiecywała sobie, że żadnych fantazji, bo to się tylko źle kończy. Jest sama, jest jej z tym dobrze, żadnych facetów, bo oni są przecież tacy, tacy… wulgarni. Ten ich język, a jak siedzą. Okropność. No i kobiety przy nich głupieją – zaczynają przewracać oczami i robią z siebie ostatnie idiotki. I wszystko po to, żeby mieć komu prać i obiadki pod nos podsuwać. Swoją drogą znowu musiała dziś zostać dłużej. Wszystko przez to, że firma zatrudnia bez głowy. Przychodzi młoda dziewczyna, dostaje etat i ani się nikt nie obejrzy, już jest na macierzyńskim. W głowie Marta układa sobie listę spraw, którymi musi się zająć już, z samego rana, bo inaczej przecież wszystko się zawali. Jeszcze tylko tabletka na sen, bo przecież ona przez te sprawy w firmie to już po nocach nie śpi. Jeszcze próbuje przypomnieć sobie, czy na pewno oddała ten raport w całości, w głowie liczy strony i tak zasypia.
Takie historie można mnożyć. Każda z nas mogłaby napisać swoją. Może mąż nie pił, mieszkamy razem z teściami. Może jestem singielką ale na brak facetów narzekać nie mogę. Prawda, mam cały dom na głowie, za to praca nie taka ciężka. Niezależnie od sytuacji, można zadbać o siebie i własne samopoczucie. Można też – powodu deficytów emocjonalnych, braku wsparcia, przemęczenia lub nadmiernego stresu, zacząć szukać drogi „na skróty” – czyli sposobów na redukcję napięcia w niezdrowy, często nałogowy sposób. Gdy sytuacja powtarza się dzień po dniu, a nasze pomysły coraz bardziej ograniczają się do tego jednego, sprawdzonego – zaczynają się kłopoty.
To był błąd, który popełniły wszystkie trzy panie ten sam błąd. I każda z nich potencjalnie mogłaby popaść w kłopoty. Ewa – może być na prostej drodze do utraty kontroli nad piciem. Jeśli lampka wina stanie się codzienną przyjemnością, a z czasem z jednej lampki zrobią się dwie, trzy, butelka… alkoholizm gwarantowany. Wiadomo, że ze względu na naszą fizjologię, jesteśmy bardziej podatne na uzależnienie od alkoholu. Nieraz wystarczy kilka miesięcy, żeby popaść w nałóg – a wyjść z niego też wielokrotnie kobietom bywa trudniej.
Gosia ma wiele objawów depresji. Nadmierna senność, niechęć do wykazania inicjatywy, brak kontaktów towarzyskich i zawężenie perspektywy do nadmiernie kontrolującej matki – z czasem może okazać się, że coraz ciężej jej w ogóle zmobilizować się do działania. Że najprostsze czynności sprawiają trudność, a jej lęk – przed matką, szefową, całym światem – spowoduje, że zamieni się w embrion, który ciężko będzie wydobyć z łóżka, by mógł zrealizować podstawowe potrzeby fizjologiczne.
Marta? Zrezygnowała z relaksującej kąpieli i erotycznych fantazji na rzecz kolejnej tabletki. Jeśli dalej poszłaby w tą stronę, mogłaby pewnego dnia nie móc normalnie funkcjonować bez kolejnej dawki chemii. Bo jak tu od samego rana pobudzić się do intensywnej pracy, skoro wieczorem było kilka tabletek nasennych, przeciwbólowych. Są też proszki na obudzenie, na poprawę nastroju. Plus brak kontroli – bo przecież mieszka sama. Osobom samotnym często dłużej udaje się ukrywać takie problemy jak lekomania właśnie, ale też bulimia (tak, tak, u dorosłych kobiet jest to też spory problem), samookaleczenia oraz alkoholizm. Nie ma obok nich osoby, która odczuwałaby skutki nałogowych zachowań, nie ma kogoś, kto zauważyłby, że coś jest nie tak.
Ryzyko jednak dotyczy w podobnym stopniu każdej z nas. Dlatego warto w porę zadbać, by w naszym życiu znalazł się czas i miejsce na nasze własne zdrowie – relaks, odprężenie, hobby. Inaczej pewnego dnia może się okazać, że ze swoim problemem nie jesteśmy już w stanie poradzić sobie same. To zresztą też nie jest koniec świata, bo od czego są specjaliści. Jednak warto zadbać o siebie, by nie musieć konfrontować się z takimi stratami, jak utrata sensu życia, rodziny, pracy, próby samobójcze. Czasem niewielka korekta każdego dnia może wystarczyć, by odzyskać satysfakcję i poczucie zadowolenia z siebie. Czego Wam i sobie życzę.
Katarzyna Krajewska
www.miedzynamikobietami.pl
21 wrz 2009. Autor: Pani Swojego Życia /admin | Brak komentarza »